Oprócz wielu innych czynników kondycja naszych włosów (i gęstość czupryny) zależy w dużej mierze od kondycji skóry głowy. Możemy zadbać o nią na wiele sposobów i choć kondycja skóry jest w prostej linii uzależniona od stanu naszego zdrowia niektóre jej parametry możemy poprawić z pomocą masaży i ćwiczeń.
Masaże i ćwiczenia poprawiają ukrwienie skóry, a co za tym idzie stopień odżywienia mieszków włosowych. Im lepiej krąży krew, tym bardziej skóra jest dotleniona. Dodatkowo masaż ułatwia pozbywanie się zanieczyszczeń i oczyszczanie gruczołów łojowych. W jego trakcie opróżniając gruczoły równomiernie rozprowadzamy sebum na całej skórze, co jednocześnie poprawia poziom jej nawilżenia i natłuszczenia.
Oczywiście i masaż należy umiejętnie dawkować – przesada może włosom (i skórze) zaszkodzić.
Jak to robić?
Podstawowym zabiegiem pielęgnacyjnym powinien być delikatny masaż skóry głowy w czasie mycia włosów. Delikatny, bowiem zbyt intensywny ucisk bądź zbyt dynamiczne ruchy mogą doprowadzić do uszkodzenia „młodych” tj. dopiero wyrastających włosów, mogą też niepotrzebnie podrażnić skórę i gruczoły łojowe, co z kolei wiąże się z zagrożeniem w postaci wzmożenia produkcji łoju i pojawienia się łojotoku.
Masując głowę w czasie mycia poprawiamy przyswajalność środków odżywczych (bądź leczniczych) znajdujących się w szamponie, dzięki czemu zwiększamy efektywność tych środków.
Masaż wykonujemy opuszkami palców, ruchami kolistymi zaczynając od czoła, kończąc przy szyi.
Jeśli nasza skóra jest sucha od czasu do czasu warto ją odrobinę wspomóc. Najlepiej wykorzystać w tym celu oliwę z oliwek, albo odżywkę z oliwy, olejku rycynowego (po jednej łyżce) i żółtka. Po przygotowaniu mikstury maczamy w niej palce i wmasowujemy w skórę głowy delikatnymi, okrężnymi ruchami w sposób opisany powyżej.
Ciekawy przepis na poprawę kondycji skóry znalazłam na stronie Handsomen. Są nim ćwiczenia poprawiające jej elastyczność.
Pierwsze z nich (ćwiczenie podstawowe) polega na zwijaniu skóry głowy. Wykonujemy je naciskając palcami obu dłoni skórę w dwóch przeciwstawnych miejscach. Następnie dłonie (w dalszym ciągu uciskając skórę) przesuwamy ku sobie, co powinno doprowadzić do utworzenia się na skórze charakterystycznych wałeczków. W tym przypadku masaż rozpoczynamy od szyi i stopniowo przesuwamy dłonie w górę zwijając skórę zawsze w kierunku środka głowy. Ćwiczenie należy wykonywać codziennie. Z czasem skóra stanie się bardziej elastyczna i możliwe będzie przejście do ćwiczenia bardziej zaawansowanego polegającego na podnoszeniu skóry głowy.
Gdy skóra jest już rozluźniona i elastyczna (po tygodniu, dwóch, trzech – od rozpoczęcia ćwiczeń) możemy zacząć ją lekko unosić przez pociąganie. Pociągamy włosy, lekko na tyle by ich nie wyrwać (byłoby to wyczuwalne tak jak wyrywanie włosów podczas depilacji) i mocno na tyle by unieść skórę ku górze. Jeśli w naszych palcach pozostaną jakieś włosy, a ich „wyjście” z mieszka było dla nas niewyczuwalne nie należy się tym przejmować, bowiem tak łatwo wychodzące włosy są już i tak martwe – wypadłyby samoistnie bez pociągania.
Szczerze mówiąc nie wiem. W czasie mycia masuję głowę i na pewno jest to w jakimś stopniu pozytywnie stymulujące (uczucie głębokiego odświeżenia i relaks) i chyba poprawia porost włosów. Ćwiczenia robię od wczoraj. Za jakiś czas dopiszę coś więcej na temat ich skuteczności (w mojej subiektywnej ocenie
).
No related posts.
Wrzesień 1st, 2011 21:09
Od ponad dwóch miesięcy masuję skórę głowy zgodnie z wytycznymi zawartymi w artykule. I wiecie co? To chyba działa.
Na pewno skóra na głowie jest znacznie elastyczniejsza, wydaje się też nieco jędrniejsza (to moje subiektywne odczucie). Jestem w stanie bez problemów, lekko naciągnąć skórę. Włosy mi przy tym nie wypadają.
Co do samych włosów mam wrażenie, że odrobinę się podniosły i zyskały na objętości – nie wydaje mi się, że mam ich więcej, ale są jakby nieco grubsze, czy też raczej bardziej sprężyste. Ich kondycja nie uległa zasadniczej zmianie, ale też nie miałam z nimi jakichś szczególnych problemów. W pierwszych dniach masowania i ćwiczeń włosy silniej się przetłuszczały – przypuszczam, że to kwestia nadmiernego pobudzenia gruczołów łojowych, których praca już się ustabilizowała.
Teraz czupryna ma normalną „tłustość”.
Delikatne zabiegi pielęgnacyjne tego typu mogę więc z czystym sumieniem polecić.