Co w brzuchu to na głowie! Zaburzenia metabolizmu i choroby niszczące włosy

Przyczyny łysienia

Świat według diabetyków

Żyjemy w czasach tzw. dobrobytu, choć wielu ludzi miałoby poważne obiekcje odnośnie tego określenia. Niemniej nigdy wcześniej ludzie nie cierpieli na tak dużo przeróżnych chorób metabolicznych. W dużej mierze jest to wynik nieracjonalnego żywienia, setek błędnych teorii dietetycznych budowanych w oparciu o błędne przekonania o szkodliwości tłuszczów zwierzęcych i większych ilości białka. Mamy dostęp do bardzo wielu pięknie opakowanych i dobrze reklamowanych pokarmów. Jest z nimi tylko jeden problem. Większość z nich niewiele ma wspólnego z naturalnym pożywieniem. Jemy i chorujemy…
U podstaw tego wszystkie leży żywność przetworzona i nadmiar węglowodanów. Już nawet nie tych naturalnych ale w postaci cukrów rafinowanych. To najczęstszy powód pojawienia się cukrzycy. Wzrasta dziś odsetek ludzi otyłych, wzrasta też w zastraszającym tempie liczba osób chorych na cukrzycę. Obok ewidentnego przejadania się mamy też diety głodówkowe, które równie dobrze mogą doprowadzić do tej choroby.

Wszystko odbija się na włosach

Zapytacie może, cóż to ma wspólnego z włosami? Związek jest aż nadto widoczny. Włosy są zawsze najlepszym wskaźnikiem zdrowia, a poniekąd zdradzają też wiek. Trzeba mieć naprawdę dobre zdrowie, by włosy były w jak najlepszej kondycji. Niewielu ludziom udaje się po czterdziestce cieszyć włosami, które albo nie wypadają albo nie siwieją. W tym aspekcie najtrudniej oszukać otoczenie. Czasami chcielibyśmy oszukać czas i uchodzić za znacznie młodszych. Włosy stają nam na przeszkodzie. Wtedy próbujemy farbowania i innych podobnych sztuczek. Filmowe gwiazdy decydują się na przeszczepy.
Niedawno w komentarzu pytano mnie o włosy modelek, czyli kobiet wyniszczonych i niedożywionych. Cóż! To niestety już nie natura a zabiegi kosmetyczne i właśnie przeszczepy. Niszczenie organizmu głodówkami, niski poziom dostarczanego białka, nie mogą nie pozostawić negatywnych skutków na głowie. Nasze włosy są ściśle związane z naszym układem trawienia. Co w brzuchu to i na głowie!
Zwłaszcza panie lubują się w różnych kosmetykach i specjalnych szamponach do włosów. Czasem wręcz mają mi za złe, gdy podkreślam dietę, jako najważniejszy czynnik dbania o swoje włosy. Nie neguję wartości szamponów i odżywek do włosów. Mogą pomóc i zwykle pomagają, ale jeśli jednocześnie będziemy się głodzić lub źle odżywiać, pomoc ta nie będzie wystarczająca.

Aminokwasy siarkowe – sól w oku wegetarian

Wiadomo, że włosy zbudowane są z keratyny (nie mylić z kreatyną). Keratyna jest związkiem białkowym. Tu nie trzeba specjalnej wiedzy z biochemii, by dojść do wniosku, że zbyt mało białka równa się słabe włosy. Zwłaszcza musimy zadbać o aminokwasy siarkowe. To zła wiadomość dla wegetarian, czyli ludzi zwiedzionych błędną teorią o pozornie zdrowym odżywianiu. Aminokwasy siarkowe występują głównie w mięsie.
Możemy sobie deliberować nad teoriami o szacunku do zwierząt. Bynajmniej nie uważam się za osobę szczególnie okrutną, czy nie kochającą zwierząt. Sporo można zarzucać współczesnym metodom hodowli. Niemniej coraz częściej widzę, jak pod płaszczykiem miłości do zwierząt, lansuje się brak miłości do człowieka. Możecie mi zarzucić hipokryzję, ale będę obstawał przy swoim. Wegetarianizm jest nie tyle przejawem miłości do zwierząt, co brakiem szacunku wobec własnego zdrowia oraz zdrowia innych ludzi, jeśli próbujemy ich zmusić do diety wegetariańskiej. Próba zastąpienia mięsa soją jest już tylko ostatnim gwoździem do trumny udręczonego organizmu.
Być może znajdzie się ktoś, kto w ramach polemiki zarzuci mi, że niektóre aminokwasy siarkowe znajdują się także w produktach roślinnych. Cystyna występuje w zbożu i roślinach strączkowych, a także we wspomnianej soi. To prawda. Jednak białko roślinne nie ma pełnego aminogramu. Jest też o wiele gorzej przyswajalne, a białko sojowe wręcz blokuje metabolizm i zaburza gospodarkę hormonalną.

Choroby mające wpływ na stan owłosienia

Zacząłem od cukrzycy. Choroba ta na tyle wyniszcza organizm, że pozastawia też ślady na włosach. Wprawdzie dziś można jako tako funkcjonować na insulinie, ale to nie rozwiązuje wszystkich problemów. Włosy są osłabione i wypadają. Nie tylko te na głowie, ale także w innych częściach ciała.
Również uszkodzenia wątroby odbijają się na stanie włosów. Dzieje się tak w związku z zaburzeniem metabolizmu aminokwasów. Odnotowano przypadki bardzo dziwnych reakcji organizmu. Choćby takich, w których owłosienie łonowe mężczyzny zaczyna zmieniać się w typowo kobiece.
Choroby zakaźne, w których często dochodzi do stanów podwyższonej temperatury ciała, również uszkadzają mieszki włosowe i przerzedzają owłosienie. Tego typu objawy pojawiają się w związku z chorobami płuc, durem brzusznym, niektórymi chorobami wenerycznymi czy wreszcie zapaleniem opon mózgowych.
Osobnym zagadnieniem są zaburzenia hormonalne i ich związek ze stanem owłosienia. Można na ten temat napisać co najmniej kilka pokaźnych prac naukowych. Ma to bezpośredni związek ze wspomnianymi powyżej błędami dietetycznymi. Czasem jest wynikiem wad wrodzonych. Również leki sterydowe oraz tabletki antykoncepcyjne mogą wywołać poważne zaburzenia. Sterydy anaboliczne, kortykosteroidy i antybiotyki nie oszczędzają naszych włosów.

Odmienne choć podobne

Większość opisanych przypadków ma bezpośredni lub pośredni związek z naszą dietą. Tego typu łysienie określa się wspólnym mianem łysienia rozlanego, choć jak widać może mieć ono bardzo rożne przyczyny i nieco inaczej się objawiać. Najlepsze co możemy zrobić to poprawić naszą dietę. Dostarczać więcej białka i minerałów, to zaś oznacza więcej mięsa, jajek i warzyw.
Nie zawsze możemy do końca wyeliminować przyczyny łysienia rozlanego. Niektóre lekarstwa trzeba brać, nawet jeśli wiadomo, że to odbije się na stanie włosów. W wielu przypadkach może okazać się wskazana dodatkowa suplementacja aminokwasami, minerałami czy witaminami. Warto też pamiętać, że nie da się pogodzić głodówek z posiadaniem pięknych włosów.

No related posts.

  • Autor: Stefan
  • Data: 13 mar
  • Komentarze: 6
  • Napisał: Rafał
    Marzec 20th, 2011 13:21

    Witam, znowu spotykamy się z często spotykanym myleniem wszelkich pojęć dotyczących jaroszy czy wegetarian. Jeśli ktoś rezygnuje z mięsa, to nie zawsze na zasadzie konsumpcji soi pięć razy dziennie. Rozróżniajmy może lactoovowegetarian od lactowegetarian czy wegan, bo pomiędzy tymi grupami różnic jest więcej niż między mięsożercami a jaroszami. Druga sprawa, o której warto wspomnieć, to piękna idea bijąca z każdego niemal akapitu – jedzmy więcej mięsa. Wszystko pięknie, tyle że dla przeciętnego obywatela oznacza to mniej więcej jednego hamburgera
    w ciągu dnia więcej, co na jego zdrowiu oczywiście się odbije, ale na niekorzyść.

  • Napisał: stefan
    Marzec 20th, 2011 14:59

    Uściślijmy kilka rzeczy. Doskonale zdaję sobie sprawę ze zróżnicowania pośród wegetarian. Jednak podtrzymuję swoją opinię. Wegetarianizm w ogóle i wegetarianizm w szczególe nie są korzystne dla zdrowia. Większość problemów zdrowotnych, zwłaszcza u kobiet, które pojawiają się w okolicach czterdziestego roku życia, to wynik wieloletniej niskiej podaży białka zwierzęcego.
    Czepiam się soi, bo ciągle zarzuca się nas informacjami jaka to ponoć jest zdrowa i że idealnie zastępuje mięso. To jest kłamstwo lobbowane przez producentów. Oczywiście nie każdy wegetarianin je soję, ale czy większość tak właśnie się nie odżywia?
    Nigdzie nie zachęcałem nikogo do jedzenia hamburgerów. Chyba, że takich zrobionych samodzielnie z prawdziwego mięsa. To co sprzedaje się na mieście nigdy z mięsem nic nie miało wspólnego. Gdybym był złośliwy, to stwierdziłbym nawet, że wegetarianie mogę je spokojnie jeść bez łamania swoich zasad :) Oczywiście to również pokarm niezdrowy.
    Jeszcze jedno. Nie uważam, że białko zwierzęce zawsze musi oznaczać mięso. Jeśli ktoś zamienia je na nabiał i jajka, to nic złego się nie dzieje. Tyle, że takie odżywianie też nie każdemu służy. Prawdziwe problemy zaczynają się wtedy, gdy w diecie brakuje zupełnie jakichkolwiek źródeł protein zwierzęcych. Aminokwasów siarkowych nie da się uzupełnić białkiem roślinnym. Wielu innych ważnych związków także rośliny nam nie dostarczą. Pozdrawiam.

  • Napisał: Rafał
    Marzec 27th, 2011 18:44

    Witam, to jak się okazuje, w kwestii żywieniowej mamy dość zbieżne zdanie. A czy zetknął się Pan z opinią, że łysienie u mężczyzny w wieku dwudziestu kilku lat to nic poważnego a wręcz przeciwnie świadczy o ponadprzeciętnym poziomie testosteronu?

  • Napisał: stefan
    Marzec 28th, 2011 11:19

    Nie wiem, czy można rzecz ujmować w kontekście poważnego czy niepoważnego problemu. Jeśli jest to typowe łysienie androgenne, to oczywiście nie zagraża to bezpośrednio zdrowiu czy życiu. Jedynie samym włosom. To jak ktoś do tego podejdzie to sprawa bardziej psychiki. Można próbować ratować sytuację minodixillem lub podobnymi środkami.
    Natomiast od strony testosteronu sprawa jest dość złożona. Przez długie lata tak to interpretowano. Szybko łysiejesz, więc masz dużo testosteronu. Niemal powód do dumy. Późniejsze badania obaliły ten mit. Uszkodzenia mieszków włosowych powstają nie tyle pod wpływem testosteronu, co raczej jego bardziej aktywnej i silniejszej formy DHT. Ten hormon jest silniejszy anabolicznie i ujmując to w pewnej przenośni, może zrobić mężczyźnie więcej dobrego, jak i więcej złego. Buduje masę mięśniową, gdy jego stężenie jest wysokie zwykle mniej tkanki tłuszczowej się odkłada, a i potencja bardziej dopisuje. Jednak nie ma róży bez kolców. Bardziej zagrożone są włosy i prostata. Nie znaczy to, że zawsze DHT musi wywołać łysienie czy problemy z prostatą. Tu wkraczają uwarunkowania genetyczne. W naszych komórkach znajdują się różne receptory androgenne. Między innymi typu alfa i typu beta. W zależności od tego, z jakimi receptorami wiąże się DHT, jego działanie jest bardziej pozytywne lub negatywne. W wypadku AR alfa niszczy włosy i może prowadzić do przerostu prostaty. Gdy zaś jest wyłapywany przez AR beta wszystko działa dobrze.
    Na dzień dzisiejszy nie znalazłem żadnych konkretnych informacji na temat tego, czy mamy wpływ na to, by DHT był wyłapywany przez określone receptory. O ile podwyższenie poziomu testosteronu poprzez odpowiednią dietę, ćwiczenia czy niektóre zioła jest dość proste, o tyle na to co się z nim dalej dzieje póki co nie mamy już wpływu.
    Nie jestem zwolennikiem ograniczania poziomu testosteronu czy DHT w celu ratowania włosów. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. Każdy normalny mężczyzn woli mieć dobrą potencję niż dużo włosów. O wiele sensowniejsze wydaje się chronienie mieszków włosowych preparatami z minodixillem, które nie zmniejszają stężenia tych hormonów, a tylko blokują ich wpływ na włosy.

  • Napisał: eo_mk
    Wrzesień 8th, 2011 22:16

    Uważam przeczytane przeze mnie wiadomości o nafcie kosmetycznej czy teraz o odżywianiu i jego wpływie na włosy za przekonujące mnie. Jestem osobą logiczną i docierają do mnie te argumenty. Ponadto mój ojciec zawsze mi powtarzał, że od zawsze ludzie zabijali zwierzęta, aby jeść ich mięso. Trudno, taka jest kolei rzeczy.
    Usprawiedliwione jest to, że człowiek zabija zwierzę, po to aby się najeść. Gorzej, jeśli zabija dla przyjemności, bo to zakrawa na sadyzm i okrucieństwo. Zgadzam się z tym, że aminokwasy siarkowe są niezbędne ludziom. Słyszałam o tym od lekarki bardzo dawno temu, że w mięsie są bardzo ważne związki, których nie ma nigdzie indziej. Więc wegetarianie mają problem!!!!!! Pozdrawiam autora tego opracowania!

  • Napisał: Stefan
    Wrzesień 9th, 2011 08:12

    Dokładnie tak. Dość często wegetarianie mylą pewne sprawy. To, że uważam, iż białko i tłuszcz zwierzęcy jest nam niezbędny dla zdrowia nie oznacza wcale, że jestem zwolennikiem bezmyślnego znęcania się nad zwierzęciem. Sposoby hodowli zwierząt pozostawiają wiele do życzenia, ale nie żyjemy na idealnym świecie. Z drugiej strony karmienie swojego dziecka soją i odmawianie mu protein czy witaminy B12, której w roślinach nie ma, jest tym bardziej formą znęcania się. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz