Leczenie łysienia, Na porost włosów
Dziś w roli głównej wystąpi Advecia. Dlaczego? To bardzo znane tabletki, przetestowane przez sporo osób. Tabletki, które ze względu na skład i działanie (skuteczność) cieszą się sporą popularnością, doceniają je szczególnie rzesze kobiet chociaż jak się zaraz przekonacie z męską łysiną Advecia też powinna sobie poradzić. Postanowiłam poświęcić tym tabletkom odrębny post, a to z uwagi na fakt, iż wydaje mi się, że są u nas trochę niedoceniane, chociaż ich stosunkowo niewielka popularność w naszym kraju może być też kwestią ceny… nie wiem.
Pewne wątpliwości może budzić fakt, iż w Advecii znajdziemy wyciąg z Saw Palmetto, ziółka które jest u nas z reguły kojarzone raczej z mężczyznami. Saw Palmetto jest owszem odpowiedzią na niektóre męskie problemy, ale i w przypadku niektórych pań sprawdza się wyśmienicie lecząc również niektóre kobiece dolegliwości. Tradycyjnie używano go w leczeniu bolesnych miesiączek czy niektórych problemów laktacyjnych. Jeśli chodzi o włosy (a czasem również o cerę) Saw Palmetto jest naturalnym blokerem łysienia, bowiem zawarte w nim związki blokują aktywność enzymu 5 alfa reduktaza odpowiedzialnego za przekształcanie się testosteronu w DHT, który jak wiadomo obciążając nadwrażliwe mieszki włosowe prowadzi do utraty włosów. Ponieważ u pań również daje się zaobserwować ten mechanizm Saw Palmetto może być rozwiązaniem, choć oczywiście zastosowanie tego ziółka nie zawsze jest najwłaściwszym rozwiązaniem. W takich problematycznych sytuacjach z pomocą przychodzą pozostałe składniki Advecii, czyli….
Drugim blokerem DHT jest lizyna, która wchłania enzym 5ar przez co jeszcze bardziej wzmaga lecznicze działanie Advecii, bardzo ciekawym dodatkiem do tej pary jest arginina. To aminokwas występujący w pożywieniu i w jakimś stopniu syntetyzowany również przez ludzki organizm. Jego rola polega na stymulacji wzrostu włosów. Dzięki dodatkowi argininy włosy po Advecii odrastają grubsze i szybciej rosną. Jeśli chodzi o zieloną herbatę jej działanie może wydać się nieco kontrowersyjne, bowiem znamy ją z nieco innych właściwości, ale producent Advecii twierdzi , że dzięki niej uzyskiwany jest efekt wydłużenia fazy anagenowej oraz aktywizacja wzrostu włosów. Arginina i zielona herbata oraz wyciąg z pestek winogron, o którym napiszę za moment, przydają się w leczeniu łysienia o podłożu hormonalnym.
Osoby, które wiedzą mniej więcej co dzieje się w kosmetyce na pewno słyszały o ekstrakcie i jego zastosowaniach. Swego czasu stał się on wręcz podstawowym składnikiem kremów i mazideł wszelakich na co dzień i do zadań specjalnych. Okazało się jednak, że zawarte w nim procyjanidyny są nie tylko tarczą obronną przed utratą kolagenu, elastyny czy ubytkami kwasu hialuronowego w skórze (również w obrębie skóry głowy), ale przy okazji aktywne związki z procyjanidami włącznie wzmacniają naczynka krwionośne, regulują wydzielanie łoju (ważne w łysieniu łojotokowym!) oraz wpływają stymulująco na porost i kondycję włosów (pobudzają mieszki do wejścia w fazę wzrostu).
Fachowcy twierdzą wręcz, że to jedna z najlepszych tarcz ochronnych przed problemami cywilizacyjnymi.
Dodatkowo ekstrakt z winogron ma właściwości przeciwzapalne, ale wykazuje je w działaniu miejscowym więc raczej na tym polu trudno spodziewać się poprawy.
Sterole zawarte w Advecii wykazują działanie stabilizujące na gospodarkę hormonalną. Ich wpływ jest dość złożony toteż opisywać go chyba nie ma sensu (zainteresowanych odsyłam do specjalistycznych opracowań).
Jako całość >>>>Advecia prezentuje się nieźle i wydaje się, że warto ją wypróbować. Na pewno na tle innych preparatów, choćby tych prezentowanych nieco wcześniej, wydaje się bardziej złożona i lepiej dopracowana.
Arsenał środków mających nam pomóc w zapanowaniu nad kondycją czupryny jest przeogromny. Może gdyby środków tych było mniej życie stałoby się łatwiejsze? Trudno powiedzieć. Na dzień dzisiejszy coraz częściej i coraz bardziej martwimy się stanem naszych włosów, a producenci pigułek, szamponów, odżywek i wszelkiego rodzaju cudowności prześcigają się w podrzucaniu nam remediów na łysienie tudzież stymulatorów wzrostu włosów. To nie ułatwia nam niczego, a już na pewno wyboru metod i sposobów leczenia łysienia i naprawy stanu nadszarpniętej czupryny. Trudno, ja też zadania wam nie ułatwię, bo oprócz wszystkich wcześniej opisanych środków postanowiłam dziś przyjrzeć się bliżej specjalistycznym tabletkom na łysienie. Oto one w rolach głównych:
Procerin to właściwie zestaw, w którego skład wchodzą tabletki i specjalna pianka. Oczywiście można kupić je oddzielnie. Tym lepiej, bo dzięki takiej możliwości można po prostu wypróbować jeden z dostępnych środków przekonując się (dość szybko) czy działa czy też nie i w razie potrzeby dokupując drugi element zestawu zintensyfikować dodatkowo walkę z łysieniem. Procerin zawiera składniki, które blokują proces miniaturyzacji mieszków włosowych poprzez:
Tabletki te działają więc wielotorowo. Ich głównym składnikiem jest wyciąg z Saw Palmetto, ale to nie jedyny element wpływający na poprawę wyglądu przerzedzającej się czupryny. Wszystkich zainteresowanych pełnym składem odsyłam na stronę >>> PROCERIN. Na niej poznacie szczegóły działania tego suplementu i pianki, jeśli będziecie i nią zainteresowani.
Kuracja Procerinem jest stosunkowo droga, ale to i tak nic w porównaniu z kosztami zabiegowej odbudowy włosów, przy czym akurat w jego przypadku nie ma mowy o uzyskaniu sztucznych czy nienaturalnych efektów. Procerin wzmacnia włosy naturalnie i naturalnie blokuje mechanizmy odpowiedzialne za ich utratę. To jego ogromna zaleta.
Pod marką Provillus kryją się de facto dwa odrębne preparaty. Producent tego suplementu przygotował bowiem inne tabletki dla pań i panów. Jest to jak najbardziej uzasadnione z uwagi na fakt, iż nawet jeśli u kobiet te same mechanizmy są odpowiedzialne za łysienie proces utraty włosów przebiega zupełnie inaczej, poza tym wszystkie procesy związane z wypadaniem włosów mogą być z jednej strony znacznie bardziej zróżnicowane i skomplikowane, z drugiej natomiast bywa i tak, że przyczyny wypadania włosów u pań są tak prozaiczne iż nie potrzeba przedsiębrać jakichś szczególnie poważnych środków by sobie z wypadaniem włosów poradzić. Z jednej strony ważna jest więc ostrożność, z drugiej natomiast kompleksowość działań. Tę zapewnia Provillus, choć muszę uczciwie przyznać, iż preparat ten na pewno nie poradzi sobie w każdej sytuacji. Do rzeczy jednak.
Zawiera składniki, które są w zasadzie neutralne dla żeńskiej gospodarki hormonalnej, ale poradzą sobie ze wzmocnieniem i stymulacją wzrostu włosów wtedy, gdy ich przerzedzanie się jest spowodowane kiepską kondycją (ogólną), złymi nawykami pielęgnacyjnymi czy chwilowym „rozchwianiem” organizmu. Gdy w grę wchodzą kwestie zaburzeń endokrynologicznych preparat może nie osiągnąć pożądanej skuteczności.
W skład tabletek wchodzą bowiem: witamina B6, biotyna, skrzyp polny, kwas paraaminobenzoesowy i magnez. Są to w mniejszym lub większym stopniu składniki odżywcze, ale też ważne regulatory procesu wzrostu włosów. W zasadzie trudno stwierdzić, który z tych składników jest najistotniejszy, ale wszystkie razem są w stanie autentycznie, bardzo szybko wzmocnić włosy. Dodam jeszcze, że składników tych (o takim działaniu) bardzo często brakuje w kobiecej diecie bądź też cierpimy na ich niedobory wywołane różnymi innymi niż dieta czynnikami. Szczegółowy skład i opis działania preparatu łącznie z udzielanymi przez producenta gwarancjami znajdziecie na stronie >>> PROVILLUS FOR WOMEN.
To tabletki bardziej złożone i ukierunkowane na konkretne problemy czyli męskie łysienie spowodowane nadwrażliwością mieszków włosowych na DHT. Oprócz składników zawartych w Provillusie dla kobiet tabletki przeznaczone dla mężczyzn zawierają wyciągi z roślin oddziałujących na męską gospodarkę hormonalną (łagodnie i bezpiecznie dodam, bo to ważne!). Znajdziecie wśród nich Saw Palmetto czy nawet wyciąg z nasion dyni (nasion potencji!) i korzenia pokrzywy (testosteron!). Wszystko razem z jednej strony chroni włosy, z drugiej zapewnia zdrowie narządom płciowym chroniąc jednocześnie męską potencję. Wszystkie składniki długo by wymieniać. Ich opis wraz z działaniem i gwarancjami znajdziecie na stronie >>> PROVILLUS FOR MEN.
Na tym skończę dzisiejszy przegląd. Dodam jeszcze, że takich tabletek jest znacznie więcej i mam zamiar omówić je po kolei począwszy od legendarnej już Advecii dla kobiet i mężczyzn, poprzez preparaty witaminowo-minerałowe (które też warto od czasu do czasu wykorzystać) po dostępne w aptekach tabletki wzmacniające nie tylko włosy, ale też skórę i paznokcie.
Jest w czym wybierać: niestety lub stety. Trudno powiedzieć czy lepszy tak duży wybór czy lepsze byłoby jego ograniczenie. W każdym razie mamy jakieś (coraz to nowe!) perspektywy, więc chyba jest całkiem nieźle.
Na porost włosów, Pielęgnacja włosów
Azjatki słyną ze zdrowych, gęstych i mocnych włosów. Nic tylko im pozazdrościć. Według mnie takie włosy zapewniają im geny, ale są i tacy którzy twierdzą, że to dieta bądź też tamtejsze kosmetyki (w tym ziółka) pielęgnacyjne. Niestety o włosach Azjatów (mężczyzn) tego samego powiedzieć nie można. Te same ziółka nie zapewniają im bujnych czupryn (chyba, że panom nie wypada ich stosować – wtedy to co innego), a dieta i niedobory niektórych składników odżywczych przyczyniają się wręcz do nasilenia męskiego łysienia. Poniższe specyfiki są raczej przeznaczone dla pań, chociaż nasi panowie, z racji posiadania nieco innych programów genetycznych niż mężczyźni pochodzący z Azji też mogą je docenić. Zacznijmy od prawdziwego internetowego hitu ostatnich czasów czyli wcierki / odżywki Kaminomoto
Kaminomoto to ziołowy tonik – wcierka, który ma działać jak akcelerator wzrostu włosów tzn. przyspieszać ich porost. Ma też odbudowywać i kondycjonować nadwątloną czuprynę. Kaminomoto robi furorę szczególnie wśród osób, które zapuszczają włosy (z różnych względów) i chcą by ich włosy odrosły np. po nieudanych zabiegach fryzjerskich. Producent Kaminomoto twierdzi jednak, że produkt równie dobrze radzi sobie z łysieniem, aczkolwiek to działanie naprawdę trudno potwierdzić.
W internecie trudno znaleźć miarodajne wypowiedzi potwierdzające przyspieszające wzrost działanie tej azjatyckiej wcierki, ale zdecydowana większość użytkowniczek Kaminomoto jest zadowolona z efektów. Nawet jeśli włosy jakoś szczególnie intensywnie po tym toniku nie rosną to na pewno ulegają wzmocnieniu, stają się ładniejsze, bardziej uniesione ku górze, część osób stwierdza wręcz, że czuć że po tej wcierce skóra głowy wreszcie oddycha. To akurat bardzo możliwe dzięki zastosowaniu szeregu ziółek, z których część znana jest i u nas i u nas poleca się je osobom chcącym poprawić kondycję włosów własnym sumptem przy pomocy kuracji ziołowych.
Skład Kaminomoto właściwie mówi sam za siebie, oto co znajdziemy w tym specyfiku:
Niestety nie znalazłam żadnych informacji na temat działania isodonic japonicus (co to takiego? też trudno się doszukać) w każdym razie wydaje się, że Kaminomoto jako całość może przynieść włosom sporo pożytku.
Leczenie łysienia, Na porost włosów, Recenzje
Jak zapewne doskonale wiecie świat od czasu do czasu obiega wieść o wynalezieniu kolejnych sposobów (specyfików) na nasze problemy ze zdrowiem i urodą. Od jakiegoś czasu taką nowinką w dziedzinie leczenia łysienia jest Astressin-B, którego lecznicze właściwości odkryto (a jakże!) przez przypadek. Jeśli zdarzyło wam się wcześniej zaglądać na tę stronę wiecie już pewnie, że w ten sposób odkryto również działanie minoxidilu. Obydwie substancje nie są jednak tożsame. Minoxidil udrażnia kanały potasowe przez co sprzyja lepszej produkcji włosów natomiast astressin-B blokuje działanie hormonów, które nasz organizm wydziela pod wpływem stresu. Pierwsze badania na laboratoryjnych gryzoniach były tak obiecujące (wyniki tych badań udostępniono do publicznej wiadomości w 2010 roku), że tuż po nich rozpoczęto testowanie astressinu-B pod kątem leczenia łysienia u ludzi. Badań podjęła się m.in. firma DS Laboratories badając wpływ astressinu-B na ochotnikach (ludziach). Wyniki tych badań okazały się tak obiecujące, że niezwłocznie opracowano produkt na łysienie na bazie tej substancji. Nawiasem mówiąc to właśnie DS Laboratories, jako pierwsza firma biotechnologiczna, wprowadził na rynek produkt zawierający astressin-B. Cóż pozostaje? Testować, a czy warto? Wydaje się, że tak. Dlaczego?
Przypuszczam, że wiecie też, iż te typy łysienia, które doskwierają nam najczęściej bywają dość oporne na leczenie. Nawet stosowanie niezawodnego wydawałoby się minoxidilu kończy się porażką u szeregu osób. Indywidualne, osobnicze reakcje na produkty przeznaczone do walki z łysieniem odgrywają w tym przypadku rolę decydującą, toteż jeśli na kogoś nie działa minoxidil tym bardziej osoba ta powinna sięgnąć po coś z astressinem-B, bo być może to nie osłabienie włosów wskutek oddziaływania androgenów jest największym problemem, a właśnie stres. O tym, że stres i wydzielane pod jego wpływem hormony coraz silniej oddziałują na nasze życie chyba nikogo nie muszę przekonywać, toteż do dzieła – tym bardziej, że blokujące działanie astressinu-B na hormony stresu zostało już wielokrotnie potwierdzone. Oczywiście nie musimy obawiać się tego, że astressin-B zawarty w środku na łysienie w jakikolwiek sposób zaburzy funkcjonowanie naszego organizmu, aż tak intensywnie substancja ta nie oddziałuje, za to działa miejscowo, dość skutecznie.
Oczywiście nikomu nie mogę zagwarantować (nikt nie udzieli wam takich gwarancji), że astressin-B jest czymś co zadziała na pewno, ale dla pewności czy też raczej większej skuteczności wspomniany w tytule Spectral.F7 wzbogacono o kilka dodatkowych substancji, a poza tym sam producent preparatu zaleca połączenie używania Spectralu.F7 z działaniem minoxidilu (może aminexil też by się przydał….).
Oprócz astressinu-B Spectral.F7 zawiera też peptydy miedzi bardzo silnie wspomagające porost włosów, redukujące stany zapalne i parę innych problemów oraz substancję o tajemniczej, acz wdzięcznie brzmiącej nazwie proharin beta4, która jest kolejnym zawartym w preparacie peptydem (astressin również należy do grupy peptydów). Prohairin aktywuje komórki macierzyste w mieszkach włosowych, rewitalizuje włosy i przedłuża żywotność komórek. Odbudowa czupryny dzięki temu związkowi również wydaje się możliwa.
Jak zapewne doskonale wiecie, na łysienie nie ma mocnych i czasem nie pomaga nawet przeszczep, bo człowiek i tak łysieje, ale jeśli macie w sobie wystarczająco dużo samozaparcia myślę, że możecie liczyć na naprawdę dobre efekty. Jeśli nie działał minoxidil wypróbujcie astressin-B zawarty w Spectral.F7 – warto tym bardziej, że praktycznie niczym nie ryzykujecie, bo producent przewidział coś w rodzaju gwarancji (po szczegóły odsyłam na stronę sklepu >>> DSLaboratories.pl – Spectral.F7).
PS Ciekawych i poszukujących odsyłam do wikipedii, gdzie podano kilka ciekawych źródeł traktujących o właściwościach astressinu-B:
Od czasu do czasu sprawdzam serwisy informacyjne pod kątem tematyki, która interesuje mnie najbardziej. Jako że łysienie należy do takich właśnie tematów ostatnio wrzuciłam w wyszukiwarkę odpowiednie hasło i… oniemiałam. Tytuł jednego z tekstów brzmiał „Szczepionka na łysienie”. O, pomyślałam, tego jeszcze nie było, zapowiada się ciekawie… i niezwłocznie kliknęłam na adres serwisu.

Przy okazji ostatniej „epidemii” świńskiej grypy w Japonii naukowcy zwrócili uwagę na fakt, iż wśród mężczyzn, którym zdarzyło się zachorować na tę grypę sporo osób w jakiś czas po chorobie wyłysiało, przy czym w tekście mowa była o charakterystycznych łysych plackach. Moim zdaniem wskazywałoby to na uaktywnienie się u tej grupy osób łysienia plackowatego, co zdarza się wskutek różnych chorób, ale i pod wpływem stresu czy generalnie urazów. Źródła niestety nie podano, a po wnikliwej lekturze tekstu odechciało mi się szukać informacji na ten temat i rzeczywistych wyników badań tym bardziej, że podejrzewam iż w całym tym „zamieszaniu” mogły brać udział koncerny farmaceutyczne, których wizerunki sporo ucierpiały przy okazji akcji szczepień przeciwko wspomnianej wyżej epidemii grypy.
Mam jedynie nadzieję, że żadnej z osób, która trafiła na ten tekst w internecie nie przyszło ani nie przyjdzie do głowy pomysł by szczepić się przeciwko łysinie przy pomocy szczepionek przeciwko grypie. Jednym słowem szczepienie nie, ale są przecież inne sposoby. Ostatnio dość głośno było o komórkach macierzystych. Niebawem postaram się bliżej przyjrzeć temu tematowi.
Ostatnio na jednym z popularnych portali przeczytałam zadziwiający artykuł. Zadziwiający o tyle, że we wstępie do tekstu (lead artykułu) stwierdza się kategorycznie iż łysienie u mężczyzn można powstrzymać dietą.
Króciutki artykulik sygnowała pewna znana (i uznana) klinika oraz pewien portal poświęcony problematyce łysienia.
Gdyby tak wziąć sobie do serca treść artykułu należałoby uznać, że odżywianie, a właściwie wprowadzenie do diety bogatych w cynk nasion i orzechów miałoby powstrzymać łysienie u mężczyzn. Moim zdaniem to nieporozumienie, a używam i tak dość delikatnego określenia.

Bo czy cynk może poradzić sobie z DHT – głównym sprawcą łysienia u mężczyzn? Jakoś nie wydaje mi się, by był w stanie, aczkolwiek trudno nie docenić jego wpływu na włosy, minerał ten jest włosom niezbędny i na stan dzisiejszej wiedzy trudno to stwierdzenie podważać.
Jak twierdzą lekarze pod względem ważności dla naszego organizmu cynk zajmuje zaszczytne (acz dla nas kłopotliwe) drugie miejsce, tuż po żelazie. Cynk jest niezbędny do prawidłowego podziału komórek, a więc do ich wzrostu i odnowy. Cynk jest kłopotliwy dlatego, że organizm wchłania go z pożywienia zaledwie w jednej szóstej dostarczanej ilości toteż nawet jeśli dostarczymy go sobie w odpowiednich ilościach i tak możemy narazić się na jego niedobory. To minerał trudno przyswajalny i niestety musimy się z tym pogodzić. Jak łatwo się domyślić niedobory cynku zagrażają naszym włosom, ale spełnia on w zasadzie funkcję odżywczą i trudno w tym przypadku mówić o tak silnym oddziaływaniu by minerał ten mógł skutecznie przeciwdziałać mechanizmom powodującym męskie łysienie.
Zresztą cynk nie jest jedynym ważnym dla włosów minerałem, w równej mierze potrzebują one żelaza i miedzi, nie można też zapominać o całym szeregu witamin. Mimo to będąc nawet na najzdrowszej diecie DHT niemal na pewno nie powstrzymamy, a jeśli komuś się to uda… cóż albo graniczy to z cudem, albo nie ma mowy o tym, że osoba taka cierpi na łysinie spowodowane androgenami.
Dieta odgrywa ogromną rolę, o tym już niejednokrotnie pisaliśmy w blogu, ale pamiętajmy, że męskie łysienie ma bardziej złożone przyczyny i samo zdrowe odżywianie nie wystarczy. Osoby zainteresowane poznaniem przyczyn męskiego łysienia (i nie tylko) oraz metod jego leczenia zachęcam do przeczytania tekstu: Łysienie a płeć.
Pielęgnacja włosów, Łysienie mężczyzn
Stosowanie ziół wzbudza sporo kontrowersji. Część osób przypisuje im właściwości niemal cudotwórcze, część wychodzi z założenia, że w porównaniu ze środkami (syntetykami) dostępnymi w dzisiejszych czasach zioła trudno uznać za skuteczne, a są i tacy, którzy przechodzą obok ziół całkowicie obojętnie sięgając po nie jedynie wtedy, gdy poleci je lekarz lub gdy, z jakichś innych względów, pojawi się taka potrzeba.
Spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie czy zioła na łysienie działają, a jeśli tak na czym polega ich działanie i jakie konkretnie zioła mogą pozytywnie wpłynąć na porost włosów.
Nie do końca wiem z czego to wynika, ale zauważyłam, że stosując zioła stajemy się bardziej uważni i bardziej restrykcyjnie stosujemy się do zaleceń wszelkich ziołoterapii. Sięgając po zioła jesteśmy w stanie wykazać więcej zaangażowania, co przekłada się na systematyczność stosowania ziół i parę innych czynników. Spośród nich bodaj największe znaczenie ma kwestia aplikacji ziół na skórę czy też kwestia regularności z jaką wypijamy herbatki ziołowe. Jak wiadomo w przypadku typowych problemów z włosami (łysienie męskie, kobiece etc.) kluczową rolę odgrywają właśnie czynniki takie jak systematyczność stosowania środków na porost włosów oraz sposób ich aplikacji. W świetle powyższego stosując zioła zgodnie z zaleceniami mamy szansę na uzyskanie optymalnej stymulacji i autentyczne powstrzymanie wypadania i poprawę porostu włosów.
Chodzi tu między innymi o masaż. Jego znaczenie jest naprawdę ogromne, w jednym z poprzednich postów pisałam o masażach, wychodzę zresztą z założenia, że to taki rodzaj „aktywności”, który jest w stanie zapobiec i pomóc w leczeniu większości problemów związanych z naszą zewnętrznością (łysienie, cellulit, rozstępy etc.). Masaż potrafi zdziałać cuda, a jego działanie jest bardzo proste: poprawia cyrkulację krwi i przebieg wszystkich procesów zachodzących w organizmie, a to z kolei przekłada się na lepsze odżywienie poszczególnych tkanek i komórek oraz usprawnienie mechanizmów odpowiadających za ich oczyszczenie. Innymi słowy masaż wzmacnia. Jeśli w jego trakcie zaaplikujemy ciału jakieś dodatkowe substancje (zioła bądź też jakiekolwiek substancje aktywnie oddziałujące na organizm) zintesyfikujemy jego działanie.
Jak już wspomniałam moim zdaniem aplikując zioła wykazujemy więcej starań i dlatego zwolennicy ziół mają podstawy sądzić, że to najlepsze z dostępnych rozwiązań na wszystko. Gdybyśmy podobnie starali się aplikując na włosy inne specyfiki efekty byłyby podobne, a nawet lepsze, ponieważ współczesne profesjonalne preparaty na łysienie są tak zaawansowane technologicznie i pod względem składu, że proste kuracje ziołowe nie będą w stanie im dorównać, ale o tym każdy sam powinien się przekonać. Wróćmy jednak do ziółek, które można wykorzystać w leczeniu łysienia.
Jakie zioła na łysienie mogą okazać się pomocne?
Przypuszczam, że większość panów zainteresowanych tematyką łysienia słyszała już o finasterydzie. Lek ten, wykorzystywany pierwotnie w leczeniu przerostu gruczołu krokowego (prostaty) okazał się bardzo skutecznym środkiem w powstrzymywaniu łysienia męskiego. Finasteryd, stosowany regularnie, odbudowuje też przerzedzone męskie czupryny. Lek jest jednak syntetykiem i można go stosować jedynie pod kontrolą lekarza. Co ciekawe finasteryd ma swój ziołowy odpowiednik. Jest nim roślina o nazwie Saw palmetto (po polsku palma sabałowa). Wyciągi z tej rośliny blokują DHT, co działa ochronnie i na prostatę i na włosy. Saw palmetto jest też polecane osobom z trądzikiem, którego intenywność, jak wiadomo, również warunkują androgeny (męskie hormony płciowe z testosteronem na czele). Saw palmetto można stosować w czystej postaci (szczególnie polecam Saw palmetto produkcji Health Spark), ale coraz częściej wyciągi z tej roślinki dodawane są też do preparatów na łysienie. Palmę sabałową zawierają m.in. Procerin, Provillus dla mężczyzn czy Advecia (dla mężczyzn i kobiet).
Skrzyp polny szczególnie dobrze wpływa na włosy słabe i zniszczone. Zawiera bowiem krzem, który wzmacnia strukturę włosów dodatkowo uelastyczniając je. Regularne picie herbatki ze skrzypu zapobiega nadmiernemu wypadaniu włosów, zmniejsza ich łamliwość i podatność na rozdwajanie się. Dodatkowo skrzyp wykazuje działanie dezynfekujące i ściągające. Bardzo pozytywnie wpływa też na skórę i to nie tylko skórę głowy.
Rozmaryn odkaża i ściąga skórę głowy, można stosować go w postaci naparów, herbatek, ale na rynku dostępny jest też olejek rozmarynowy, który idealnie nadaje się do przygotowywania domowych masek na włosy. Rozmaryn jest ziołem, które stymuluje rozwój cebulek włosowych może więc pomóc w odbudowaniu nadwątlonej czupryny, zapobiega wypadaniu włosów i jest dobrym naturalnym środkiem przeciwłupieżowym. Jakkolwiek na tym ostatnim polu wykazuje łagodne działanie regularne stosowanie rozmarynu może okazać się dość dobrym rozwiązaniem profilaktycznym.
Zioła na łysienie często po prostu kondycjonują skórę wykazując działanie przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Niektóre z nich hamują łojotok (pokrzywa), a większość jest doskonałym źródłem bardzo dobrze przyswajalnych witamin i minerałów i chociaż bywa, że trudno nam wytrwać przy ziołowych kuracjach to niezależnie od tego, jakiego rodzaju środki na łysienie i wzmocnienie czupryny stosujemy na co dzień od czasu do czasu warto też sięgnąć po preparaty ziołowe bądź to w kapsułkach, bądź też w postaci olejków czy zwykłych ziołowych herbatek.
Zdjęcie pochodzi z zasobów commons.wikimedia.org, autor: Kenpei
Zastanawiałam się ostatnio co jest największym zagrożeniem dla włosów i niczego odkrywczego nie wymyśliłam, ale przy okazji researchu trafiłam na parę ciekawych informacji na ten temat. Część z nich była dla mnie pewnym zaskoczeniem. Postanowiłam się nimi podzielić.
Wiecie co niszczy włosy? Jeśli nie wiecie (lub nie macie pewności) zapraszam do lektury.
O tym chyba wszyscy doskonale wiemy. Wysoka temperatura niszczy osłonkę włosa zmieniając jego strukturę. Powierzchnia włosów poddanych działaniu podwyższonej temperatury (nie tylko bardzo wysokiej jak w przypadku lokówek czy prostownic) traci spójność. Staje się szorstka, a włosy ulegają wysuszeniu co jedynie zwiększa ich podatność na inne uszkodzenia.
Ich wpływ na włosy również wydaje się dość oczywisty. Każdy taki zabieg oznacza poważną ingerencję w strukturę włosa i trwałą zmianę tej struktury. W efekcie również zwiększa się przepuszczalność włosów, specyfiki używane w czasie takich zabiegów otwierają i włosów, wysuszają je, niszczą i otoczkę włosa i jego wnętrze. Myjąc takie włosy każdorazowo należy zadbać o to, by włosy ochronić substancjami umożliwiającymi zamknięcie łusek i działającymi silnie nawilżająco – przykładem recenzowany przeze mnie w poprzednim poście szampon Nia.
Można ich używać, a jeśli są dobrze dopracowane (ich składniki nie wpływają źle na włosy) i używane z umiarem raczej włosom nie zaszkodzą. Problem jedynie w tym, że niestety większość z nas ma tendencje do nadużywania tego typu środków. Przypadki włosów zniszczonych nadmiarem zabiegów stylizacyjnych nie należą wcale do rzadkości. Warto więc przynajmniej raz na jakiś czas zrobić włosom wakacje od stylizacji używając jednocześnie w tym właśnie czasie szamponów i odżywek do włosów bardzo zniszczonych, oraz szamponów i odżywek dokładnie oczyszczających włosy.
Są równie zgubne. Bardzo często podkreśla się destrukcyjny wpływ wolnych rodników (cząsteczek, których oddziaływanie na nasze tkanki można by porównać do korodowania metalu) na naszą skórę i narządy wewnętrzne, ale cząstki te wywierają wpływ również na włosy. Przeciwutleniacze zawarte w szamponach, maskach, a przede wszystkim w pożywieniu, które zjadamy na co dzień, odgrywają więc ważną rolę ochronną również w życiu naszych włosów.
Promieniowanie UV oddziałuje na włosy tak samo jak na skórę, a zanieczyszczenia wszechobecne wokół nas zatruwają cały organizm łącznie z włosami. Przed wyjściem na słońce włosy należy więc zabezpieczyć filtrem, stale dostarczać im przeciwutleniaczy i dokładnie oczyszczać w czasie mycia.
Zniszczone włosy (tj. włosy już osłabione jakimiś czynnikami) są bardzo podatne nawet na ścieranie. Siły tarcia powstające w czasie kontaktu włosa z włosem czy włosów z ubraniem lub pościelą (w czasie gdy śpimy) mogą bardzo poważnie uszkodzić włosy. Pamiętam, że kiedyś po kilkukrotnym przefarbowaniu czupryny w bardzo krótkich odstępach czasu obudziłam się któregoś ranka ze sterczącą na czubku głowy wiechą wykruszonych włosów i pozostałymi kosmykami swobodnie opadającymi na ramiona – musiałam natychmiast obciąć włosy na tyle, by wyrównać włosy i zamaskować tę różnicę. Od tamtej pory wiem, że z farbowaniem nie należy przesadzać.
Okazuje się jednak, że nawet regularne naciąganie włosów może doprowadzić do uszkodzeń. Wszelkie zabiegi stylizacyjne należy więc przeprowadzać bardzo ostrożnie, szczególnie wtedy, gdy włosy już są uszkodzone.
Jak więc dbać o włosy by im nie zaszkodzić? Ograniczyć wszelkie zabawy z czupryną do niezbędnego minimum. Nawet najbujniejszą czuprynę można dość łatwo nadwyrężyć przesadzając z nadmiarem środków pielęgnacyjnych i nazbyt intensywnymi zabiegami stylizacyjnymi.
Dziś mam dla Was recenzję szamponu Nia, który z uwagi na właściwości silnie nawilżające i ochronne polecany jest szczególnie osobom o włosach suchych i farbowanych.
Postaram się opisać go wyczerpująco, ale jeśli w trakcie czytania nasuną wam się jakieś pytania – pytajcie proszę.
Moje włosy lekko przetłuszczają się u nasady, a mniej więcej od połowy długości są bardzo suche, czasami przesuszone na tyle, że aż kruszą się w trakcie czesania. Znalezienie szamponu do takich włosów jest nie lada wyzwaniem, a i tak najczęściej okazuje się, że sam szampon nie wystarczy. Używam Nii już od dłuższego czasu i widzę dużą poprawę, a że używa go też moja mama, która ma włosy mocne, grube, raczej normalne z niewielką tendencją do przetłuszczania się, puszące się bardzo po umyciu. Obydwie jesteśmy zadowolone toteż już na starcie mogę stwierdzić, że Nia jest szamponem dość uniwersalnym. Reszta rodziny uparcie trwa przy wcześniej stosowanych szamponach toteż w recenzji skupię się na opisie reakcji włosów moich i mamy.
Dla porządku dodam, że przesyłkę (poczta) z szamponem dostałam ekspresowo.
Była estetyczna, dyskretna, doskonale zabezpieczona. Po otwarciu przesyłki zobaczyłam bardzo ładne, nadspodziewanie duże, futurystyczne opakowanie. Sądząc po zdjęciach wydawało mi się, że szampon będzie znacznie mniejszy, tymczasem okazało się, że to spora butelka. Przy takiej wydajności spokojnie wystarczy dłużej niż na miesiąc (w zależności oczywiście od tego ile osób używa szamponu i jak duże są ich potrzeby, ale do tego jeszcze dojdę).
Zdziwiła mnie też konsystencja szamponu i nieco zaskoczył jego świeży zapach, generalnie wszystko sprawia wrażenie bardzo przemyślanego i bardzo nowoczesnego kosmetyku. Wygląda na to, że DS Laboratories bardzo dba o spójność i konsekwencję nie tylko jeśli chodzi o cechy „technologiczne” ale i wizerunek marki i jej produktów.
Jeśli chodzi o zaskoczenie na wrażeniach wzrokowych się nie skończyło. Kolejną niespodzianką okazała się konsystencja szamponu i jego kolor – kolor hm… sorbetu z malin albo truskawek. Nietypowy i ciekawy. Jeśli chodzi o konsystencję szampon jest bardzo skondensowany, wydaje się wręcz oleisty. Bardzo łatwo wycisnąć go z butelki (poręcznej, funkcjonalnej i równie nowoczesnej jak zewnętrzne opakowanie) w takiej ilości jaka jest nam potrzebna. Konsystencja sprawia, że szampon nie rozlewa się na ręce i nie spływa z niej, bez większych problemów możemy mieć pewność, że w czasie aplikacji na włosy nie uronimy żadnej kropelki. To istotne choćby dlatego, że Nia trochę kosztuje. Wszelkie straty są więc niepożądane. Zaskoczeniem był też dość intensywny zapach. Zapach świeży, przypominający jakieś perfumy, zdecydowanie unisex. Do zapachu musiałam się przyzwyczaić. W trakcie mycia jest on bardzo intensywny, po umyciu, na włosach tak delikatny że aż niewyczuwalny, świeży, utrzymuje się przez dłuższy czas.
Przy pierwszym użyciu obawiałam się, że przy mojej długości włosów (tuż za ramiona) będę musiała zużyć sporo szamponu użyłam go więc w takiej ilości w jakiej zazwyczaj używam innych szamponów (wypełniając dłoń niejako po brzegi), ale okazało się, że było to niepotrzebne. Szampon tak spienił mi się na włosach, że bez problemu umyłabym je zużywając jedną trzecią a nawet jedną czwartą pierwotnie zużytej ilości. Faktycznie przy kolejnym myciu włosów użyłam go znacznie mniej a włosy i skórę głowy i tak bardzo dokładnie umyłam i to (uwaga!) używając szamponu jednokrotnie. Zazwyczaj konieczne są dwie aplikacje, ale w moim przypadku Nia działa dobrze już przy jednej aplikacji.
Szampon jest bardzo wydajny. Wspólnie z mamą myjąc włosy niemal codziennie (mama od czasu do czasu wracała do swojego poprzedniego szamponu) nie zużyłyśmy całej butelki!
Nie obyło się oczywiście bez testu z olejkiem rycynowym i naftą. Wciąż uparcie trwam przy tych naturalnych odżywkach i stosuję je na włosy bardzo regularnie. Wyznacznikiem „siły oczyszczającej” szamponu jest dla mnie to jak łatwo / bądź trudno usuwa on z włosów naftę i olejek rycynowy. Użycie Nii poskutkowało sporym zaskoczeniem – wystarczy dwukrotne umycie głowy podczas gdy używając innych szamponów naftę zmywam dopiero za czwartym, piątym razem. Po jednokrotnym umyciu włosów Nią efekty też są satysfakcjonujące, ale dla pewności po aplikacji nafty włosy myję nią dwukrotnie.
Producent zapewnia, że po Nii włosy odzyskają blask, zachowają pełnię koloru, będą doskonale nawilżone i zabezpieczone przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Nie wiem jak jest z tym ostatnim, bo nie jestem w stanie tego sprawdzić, ale jeśli chodzi o nawilżenie, blask i kolor – potwierdzam. Po Nii włosy odzyskują elastyczność, błyszczą, są gładsze, łatwiejsze do opanowania. Jak już pisałam włosy mojej mamy bardzo się puszą po umyciu stosując Nię mama nie miała z tym problemu. Jeśli chodzi o mnie – dolna część moich włosów odżyła na tyle, że odważyłam się na wyciągnięcie z szuflady prostownicy. Używam jej od czasu do czasu. Po prostowaniu włosów nie tracą one swojej nowej struktury tj. w dalszym ciągu pozostają nawilżone i bardzo przyjemne w dotyku.
Dodam jeszcze, że tego efektu na pewno nie zapewniają żadne dodatki natłuszczające, bo po Nii moje włosy przetłuszczają się zwykłym rytmem. Z innymi szamponami bywa bardzo różnie.
Co ciekawe po Nii nie potrzebuję już żadnej odżywki. Włosy łatwo się rozczesują, są nawilżone, błyszczące, łatwe w stylizacji etc. Wydaje mi się, że stosowanie odżywki w takiej sytuacji nie ma sensu, choć może osoby, które mają większe problemy z czupryną będą musiały sięgnąć po coś jeszcze.
Może za mało we mnie krytycyzmu, ale w Nii poza nazbyt intensywnym zapachem w czasie mycia włosów, nie znajduję żadnych wad. Nia jest szamponem, który:
Ze względu na wysoką cenę w dziesięciostopniowej skali dałabym Nii 9 punktów. Sam szampon jest więcej niż bez zarzutu, zdecydowanie wart swojej ceny, ale cena trochę wysoka jak na nasze warunki.
Więcej informacji o szamponie (skład, działanie, etc.) znajdziecie na stronie Vitalab.pl >>> Szampon Nia.
Jeśli brakuje wam jakichś informacji – pytajcie. Na wszystkie pytania odpowiem najszybciej jak to możliwe.
Zdjęcia: zdjęcie pierwsze pochodzi ze strony Vitalab.pl, drugie zdjęcie jest mojego autorstwa (przepraszam za jakość – fotografowania produktów muszę się dopiero nauczyć
)
Wzmożone wypadanie włosów martwi wiele osób. Nie da się bowiem ukryć, że przerzedzająca się z każdym dniem czupryna nie jest do pozazdroszczenia. Na szczęście sposoby na łysienie istnieją. Trzeba tylko poznać przyczyny powstawania problemu, by wybrać taką metodę, której stosowanie na pewno przyniesie oczekiwane efekty.
Jedną z przyczyn wypadania włosów jest niewłaściwa dieta. Okazuje się, że na łysienie ma wpływ to, co jemy. Czupryna może przerzedzać się na skutek niedoborów witamin i składników mineralnych. To zaś wpływa niekorzystnie na kondycję włosów, powodując ich znaczne osłabienie, a co za tym idzie – wypadanie.
Warto mieć świadomość, że na łysienie może mieć wpływ drastyczne odchudzanie. Niskokaloryczne diety powodują, że organizm nie otrzymuje wszystkich składników odżywczych, co niekorzystnie odbija się na naszych włosach.
Jeśli chcemy zatrzymać proces przerzedzania się czupryny, koniecznością jest natychmiastowa zmiana sposobu odżywiania się. Należy przyjrzeć się swojemu jadłospisowi, a następnie włączenie do niego tych produktów spożywczych, które stanowią źródło korzystnych dla kondycji włosów witamin i minerałów. Niemałe znaczenie w walce z łysieniem mają witaminy z grupy B, witamina E czy witamina A. Koniecznością jest również dostarczanie odpowiednich minerałów, w tym: cynku, magnezu, potasu, selenu, siarki.
Wypadanie włosów może być spowodowane niewłaściwą pielęgnacją czupryny. Choć wydawać by się mogło, że robimy wszystko, by poprawić ich kondycję oraz wygląd, niekiedy zapominamy o tym, że swoimi działaniami wyrządzamy im krzywdę.
Warto mieć świadomość, że łysienie może być spowodowane nadużywaniem urządzeń do stylizacji. Stosowanie suszarek emitującym gorący strumień powietrza, korzystanie z prostownic czy lokówek – to urządzenia, które przesuszają czuprynę, osłabiają włosy, doprowadzając do ich stopniowego wypadania.
Sposoby na łysienie obejmują więc działanie polegające na wyeliminowaniu – albo przynajmniej zredukowaniu do minimum – urządzeń, które mogą osłabiać włosy, prowadząc do przerzedzania czupryny.
Jednak to nie wszystko. Łysienie może być spowodowane zabiegami fryzjerskimi. Częsta koloryzacja czy poddawanie się trwałej ondulacji – to zabiegi, które nie są polecane, bowiem – poprzez zawartość dość silnych środków chemicznych – przyczyniają się do osłabienia kondycji czupryny.
Jeżeli więc chcemy zatrzymać postępujące przerzedzanie się włosów, należy jak najrzadziej stosować tego rodzaju zabiegi, chroniąc w ten sposób czuprynę przed szkodliwym ich działaniem.
Okazuje się, że najczęstszą przyczyną wypadania włosów są hormony. Przerzedzanie się włosów na skutek zawirowań hormonalnych dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
W przypadku pań mamy do czynienia z dwoma najczęściej pojawiającymi się rodzajami łysienia. Chodzi o łysienie poporodowe oraz łysienie androgenowe. Ten drugi typ łysienia występuje również u mężczyzn i jest dla panów typowe.
Łysienie poporodowe – jak sama nazwa wskazuje – pojawia się po urodzeniu dziecka. Jest to związane z dążeniem do uzyskania równowagi hormonalnej, która została zaburzona podczas ciąży. Warto bowiem mieć świadomość, że estrogeny, które wydzielają się w ciąży w nadmiarze, zatrzymują proces naturalnego wypadania włosów. Dopiero po porodzie, gdy poziom estrogenów się wyrównuje, dochodzi do wzmożonego przerzedzania się czupryny. Warto mieć świadomość, że sposoby na łysienie poporodowe wcale nie są konieczne. Gdy tylko równowaga hormonalna się ustabilizuje, włosy zaczną ponownie odrastać samoistnie.
Łysienie androgenowe występuje zarówno u kobiet, jak u mężczyzn, jednakże ma nieco inny przebieg. Za łysienie tego typu odpowiadają androgeny – hormony płciowe męskie występujące zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Oddziałują one na mieszki włosowe, prowadząc do ich osłabienia, a co za tym idzie – ich wypadania. Jest to związane z reakcją przekształcania się testosteronu w szkodliwy dla włosów dihydrotestosteron. Jeśli proces związany z wypadaniem włosów nie zostanie zatrzymany, może dojść do całkowitego wyłysienia – ale tylko u panów. U kobiet łysienie androgenowe skutkuje – na szczęście – tylko znacznym przerzedzaniem się czupryny.
Jak leczyć łysienie androgenowe? Okazuje się, że preparatów na wzmożone wypadanie włosów spowodowane oddziaływaniem dihydrotestosteronu nie brakuje. Są to przede wszystkim specyfiki należące do grupy inhibitorów, zatrzymujące enzymatyczną reakcję prowadzącą do przekształcenia testosteronu w DHT. W preparatach znajdują się również substancje pobudzające komórki włosa do pracy, w efekcie czego następuje porost włosów.
Sposoby na łysienie istnieją. Co więcej – są skuteczne. Trzeba tylko znaleźć taką metodę, która będzie adekwatna do przyczyn powstawania problemu. Niekiedy wystarczy zmiana dotychczasowych nawyków: żywieniowych i pielęgnacyjnych włosy. Innym razem koniecznością będzie zastosować odpowiednich środków przeciwdziałających łysieniu. Niekiedy trzeba będzie zastosować środki na porost włosów.
Dlatego też tak ważne jest, by – zanim sięgniemy po sposoby na łysienie – poznać przyczyny powstawania problemu.